poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#1

Chłopak spokojnie otworzył oczy. Poczuł jak jego twarz oświetla Słońce i naciągnął koc na głowę. Po chwili jednak ktoś mu ten koc zerwał z głowy.
- Wstawaj leniu! Wszyscy Cię już szukają. Nawet nie wiesz ile osób chce tylko na Ciebie popatrzeć. Chcieliśmy nawet zacząć sprzedawać zdjęcia, ale mama się nie zgodziła. Zresztą wiesz... nie do końca miał mnie kto poprzeć. - Ron popatrzył na Harry'ego oczami, które trochę zdradzały żal i smutek, bo reszta twarzy była wykrzywiona w uśmiechu.
- Nawet teraz nie dadzą mi pospać? - Harry usiadł na łóżku z nie tęgą miną. Jedyne co pamiętał z wczoraj to jak padł do łóżka, wcześniej zjadając kanapkę, którą podrzucił mu Stworek. Dopiero po chwili zaczęły do niego wracać wspomnienia z Bitwy i wszystkich zdarzeń. Przypomniał sobie ciała Remusa, Tonks, Freda i wielu innych osób. Przełknął nerwowo ślinę i popatrzył na przyjaciela.
- Musisz stanąć przed rzeczywistością. Już po wszystkim. Teraz będzie tylko lepiej. - Rudzielec uśmiechnął się miło i poklepał go po ramieniu.
- Co się z Tobą stało? Może powinienem sprawdzić, czy ta optymistyczna gadka nie jest sprawą tego, że jesteś jakimś Śmierciożercą? - obaj wyszczerzyli się do Siebie.
- Chwilę wcześniej to samo powtarzała mi Hermiona, a następnie kazała i w Tobie zaszczepić optymizm. - Harry pokiwał głową i powlókł się do łazienki.
***
W Wielkiej Sali był gwar. Jak gdyby wczoraj wcale nie było tutaj walki. Ludzie siedzieli przy stołach, rozmawiali, jedli. Ciągle było czuć w powietrzu zapach śmierci, a u wielu ludzi w oczach czaił się żal, to wszyscy wydawali się promienieć. Weszli w nową erę. Erę bez Voldemorta. Weasley'owie siedzieli przy stole Gryffindoru. Pani Weasley wciskała w Percy'ego kolejną porcję jajecznicy, a on próbował się wyrywać, co wywoływało blady uśmiech na twarzy George'a. Siedział wyprostowany jak struna koło ojca, którego lekko nieprzytomne spojrzenie błądziło po wszystkich dzieciach. Ginny siedziała obok Hermiony, która opowiadała jej zapewne jakąś historię, dopóki Weasley'ówna nie zobaczyła Harry'ego. Zerwała się z krzesła i pobiegła w jego stronę. Uśmiechnął się do niej i przytulił mocno. Ron, który przez moment poczerwieniał, machnął ręką i usiadł koło Hermiony, która automatycznie się o niego oparła i przymknęła oczy. Ginny poprowadziła chłopaka do stołu i usiedli koło George'a, który przyjrzał się im wzrokiem, który miał w sobie coś takiego, że można było pomyśleć, że nic się nie stało, a on jest w świetnym humorze. Szybko jednak jego mina stężała i zaczął grzebać w swoim jedzeniu. McGonagall weszła na podest dyrektora i wszystkie rozmowy ucichły. Harry domyślił się, że wczoraj nie było żadnej pogadanki, bo wszyscy byli zbyt zmęczeni. 
- Drodzy Obrońcy Hogwartu! Cieszę się widząc Was wszystkich znowu przede mną. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy chcą jak najszybciej opuścić te mury i wrócić do swoich rodzin, bądź ze swoimi rodzinami. - to mówiąc spojrzała lekko karcąco na Molly, która dalej próbowała wciskać jedzenie w Percy'ego, a on coraz żałośniej się wyrywał. Wszyscy byli zaskoczeni, że nie słychać żadnych krzyków. Tylko Ginny i George zanotowali, że Harry już na początku przemowy dyrektorki rzucił na nich zaklęcie wyciszające. - Jest jednak kilka spraw, nie do końca przyjemnych. Po pierwsze Ministerstwo już przejęło wszystkich Śmierciożerców i zamknęło ich w Azkabanie. Tymczasowy Minister Magii pan Shacklebolt wyznaczył jako głównego oskarżonego pana Pottera. Dodatkowe osoby mogą zapisać się u mnie, a ja prześledzę wszystkie zapisy, żeby nie zwalić na sale sądowe zbyt wielu osób. Po drugie, wszyscy którzy polegli w czasie Bitwy, mogą zostać pochowani na terenach zamku. Oczywiście jeśli rodzina chce zabrać... ciało, może to zrobić. Razem z Ministrem doszliśmy do wniosku, że w przyszłym roku szkoła zostanie na nowo otwarta, ale w tym roku - westchnęła ciężko, ale lekko się uśmiechnęła. - wakacje zaczynają się wcześniej. To chyba na dzisiaj tyle. -
Dyrektorka usiadła, a w tym samym momencie wstał Harry, Ron i Hermiona, którzy zaczęli bić brawo. Po nich wstała reszta osób i Harry musiał ściągnąć zaklęcie z pani Weasley i Percy'ego, bo Artur zaczął się dziwnie przyglądać, dlaczego nie słychać ich oklasków. Po chwili wszyscy wrócili do posiłku. 
- Chcę, żeby był tutaj. Koło Dumbledore'a. Należy mu się to, a ja będę mógł tutaj częściej przyjeżdżać. - George patrzył na ojca z zaciśniętymi ustami. Można byłoby pomyśleć, że jest zły, jednak on powstrzymywał płacz. Artur kiwnął głową, a Molly złapała syna za rękę i zalana łzami powtórzyła gest męża. 
- Potter, mogę Cię prosić do gabinetu? - McGonagall stała nad nim. Kiwnął głową. - Pana Weasley'a i pannę Granger również. - 
Całą trójką szli za dyrektorką do gabinetu. Szybko wyczarowała im krzesła i usiedli wpatrując się w nią. 
- Zdaję sobie sprawę, że dla was szczególnie nie była to ciekawa noc, ale jest kilka spraw biurowych do załatwienia. - westchnęła i wbiła wzrok w pergamin na biurku. - Harry, dom na Grimmauld Place 12 został ponownie zabezpieczony wszystkimi zaklęciami. Ministerstwo odzyskało nad nim władzę co znaczy, że spokojnie możesz w nim zamieszkać. Co do bardziej ważnych spraw. Okazało się, że zarówno Remus Lupin, jak i Nimfadora Lupin zostawili testamenty. Wszystko co mieli przepisali swojemu synowi Teddy'emu. - cała trójka ze zrozumieniem kiwnęła głową. - Natomiast jego prawnym opiekunem wraz z ich śmiercią stała się Andromeda Tonks oraz ty, Harry. - Ron parsknął śmiechem, Hermiona otworzyła szeroko oczy, a Harry patrzył się nieprzytomnie w McGonagall.
- Że jak? Jestem za młody. Nie mogę, jak mam wrócić do szkoły? - Ron zwijał się ze śmiechu na krześle, więc Hermiona uderzyła go łokciem w żebra, żeby się opamiętał.
- Jego babcia, którą już powiadomiliśmy o tym fakcie, obiecała opiekować się nim w każdym momencie, kiedy ty będziesz chciał, jak ona to określiła "korzystać z życia". Jednak w testamencie jest wyraźnie napisane, że to ty masz być głównym opiekunem. To chyba na tyle w tym momencie. - uśmiechnęła się do nich przyjaźnie, a oni wyszli z gabinetu, będąc dalej w szoku.
- Zostałem ojcem... - Ron znowu parsknął śmiechem. 
- Och Ron! Nie Harry, ty jesteś tylko jego ojcem chrzestnym. To, że masz się nim opiekować, chyba dasz radę. - chłopak popatrzył się na nią i pokiwał głową. Przed Wielką Salą spotkali całą rodzinę Weasley'ów. 
- Harry będzie ojcem! - Ron krzyknął do swojej rodziny. George zmarszczył brwi i popatrzył się na swoją siostrę, która spłoneęa rumieńcem. - Oszalałeś?! - dodał Ron widząc spojrzenie swojego brata. - Został opiekunem Teddy'ego Lupina. -
Pani Weasley wydała z siebie zduszony krzyk i zaczęła biadolić na tym jak on sobie poradzi, więc Hermiona rzucając karcące spojrzenie na swojego chłopaka zaczęła jej to wszystko tłumaczyć.
- Dasz radę. - Ginny objęła Harry'ego i przytuliła się do niego. - Damy radę. Mogę? - Harry nie wiedział o co jej chodzi, więc zmarszczył brwi, a ona stanęła na palcach i lekko pocałowała.
- Ej! Ja nie chcę być prawdziwym wujkiem! - Ron już chciał ich rozdzielać, ale za ubranie z jednej strony złapała go matka, a z drugiej Hermiona. Cała reszta wybuchnęła śmiechem.