poniedziałek, 21 września 2015

#2

Drzwi otworzyły się z cichym jękiem. Warstwy kurzu przykrywające porozrzucane przedmioty, gdzieniegdzie były naruszone.
- I jak niby to ma się nadawać do zamieszkania? - Ron prychnął za złością podnosząc z ziemi jakiś notes. Harry wszedł w głąb domu. Poza tym, że wszędzie był bałagan spowodowany zapewne wizytą Śmierciożerców, to większych szkód nie było widać.
- Ron przesadzasz! Wystarczy parę dobrych zaklęć i będzie po problemie. - Hermiona stanęła w kuchni, która chyba jako jedyne pomieszczenie, nie wyglądała na dogłębnie przeszukaną. - Aż śmieszne, że nie szukali tutaj, skoro to właśnie przy tym stole odbyło się najwięcej narad. Ignoranci!
- W naszym przypadku to akurat dobrze. Przynajmniej wiemy, że nic nie znaleźli. - Harry stuknął różdżką w ścianę, która się rozsunęła i pokazała pokaźny stos pergaminów. - Wszystkie są. Mamy pewność, że nie przejrzeli naszych planów do końca. - Schował je z powrotem do schowka i zabezpieczył zaklęciem. - To co? Trzeba tu posprzątać. - Cały dzień minął im na usuwaniu kurzu, zbieraniu wszystkich śmieci i układaniu przedmiotów, które zostały porozrzucane przy przeszukiwaniu domu przy Grimmauld Place 12. Poza tym w pokoju Syriusza wpadli na całą szufladę pamiątek po jego przyjaźni z Jamesem i Lily Potterami, co za tym idzie chyba dwie godziny odtwarzali całą historię ich znajomości. Późnym wieczorem, gdy pojawiła się Ginny z prowiantem od pani Weasley, dom nadawał się do zamieszkania.
- Mama chciała strasznie zobaczyć czy sobie daliście radę, ale tato ją powstrzymał, mówiąc, że jak się okaże, że jednak nie daliście rady to ona będzie wam przeszkadzać. Trochę się na niego obraziła, ale wpadł George, więc zajęła się nim i o was trochę zapomniała. - Ginny rozstawiała jedzenie, a Ron rzucił się na nie, więc szybko musiała coś odłożyć dla Hermiony i Harry'ego.
- Bądziesz mgła pedzieć jej, że jkoś dalśmy rady. - Ron mlaskał głośno w kanapkę. Ginny popatrzyła się ukradkiem na Harry'ego, ale on tylko mrugnął do niej. Hermiona przyglądała się im z wyraźnym zainteresowaniem.
- Harry, chcielibyśmy z Ronem o czymś z Tobą porozmawiać. - Harry podniósł na nią wzrok. - Bo widzisz, my ciągle zastanawiamy się...
- Nie ma mowy! Już wam mówiłem! Ron jeśli chce wrócić do Nory może to zrobić, ale ty gdzie chcesz wrócić? Tu jest dla was miejsce! A we wrześniu i tak wracamy na ostatni rok do Hogwartu, więc chyba wytrzymamy do tego czasu razem? -
- Ale to wiąże się z byciem na twoim utrzymaniu, a my nie mamy pieniędzy. - Hermiona patrzyła ze złością na Rona, który zamiast włączyć się do dyskusji wyglądał jakby oglądał mecz tenisa, bo jego głowa latała z jednej strony na drugą.
- To znajdziemy wszyscy pracę. Chyba, że naprawdę nie chcecie. - pytanie zawisło i przez chwilę było słychać tylko mlaskanie Rona, a potem jak głośno przełyka.
- Dobrze, może jednak wytrzymamy. Pomożemy Ci z domem w takim razie, a poza tym myślę, że pani Weasley będzie lepiej znosić jak będziemy tu mieszkać w trójkę niż jakbyś mieszkał tu sam. - Hermiona westchnęła, a Harry z tryumfem popatrzył na nią.
- Nareszcie! Już się bałem, że zostawicie mnie na pastwę Teddy'ego. - wybuchnęli wszyscy śmiechem.
- Muszę jednak skoczyć do starego domu zabrać kilka rzeczy. Ron pójdziesz ze mną? Przy okazji pójdziemy też do Nory. - Ron momentalnie się obudził i za chwilę już ich nie było.
- Nie powiedziałeś im? - Ginny usiadła na kolanach Harry'ego.
- Chcesz, żeby Ron nas zabił, gdy w pobliżu nie ma nikogo, kto przemówi mu do rozsądku? -
- Jest Hermiona. -
- To nie to samo co twoi rodzice. Poza tym nie będziesz tutaj mieszkać, a jedynie przebywać. - uśmiechnął się i pocałował ją w szyję, bo ona właśnie ostentacyjnie się od niego odwróciła.
- Nie rozumiem dlaczego! Oboje jesteśmy dorośli, mamy prawo być razem! -
- I będziemy, ale spokojnie dobrze? Zostałem właśnie przyszywanym ojcem, nie muszę od razu zostać też tym prawdziwym. - twarz dziewczyny zrobiła się czerwona i ukryła ją na chwilę w jego rękawie.
- A kiedy dostaniesz Teddy'ego? -
- Wszystko jest na razie bez prawa. Testament musi zostać uprawomocniony. Poza tym zastanawialiśmy się z panią Tonks czy jest sens, żeby go tu przenosić. To są maksymalnie trzy miesiące i potem ma wrócić do babci. -
- Chcesz ich tu oboje? - Ginny patrzyła w jego zielone oczy i próbowała znaleźć w nich jego prawdziwe uczucia.
- Nie chyba nie. Jeśli uda mi się znaleźć pracę, to na razie będę go odwiedzał. Jeśli nie, to będzie tutaj przez cały dzień, ale jeszcze zastanawiamy się co z nocami. Faktem jest jednak to, że na odczytaniu testamentu i przekazaniu praw chciałbym żebyś też była. - jej pytający wzrok zmusił go do odpowiedzi. - Jeśli planujemy wspólną przyszłość, chcę, żebyś została wpisana jako opiekun pomocniczy. Już o to wnioskowałem. -
- Czyżby to oświadczyny panie Potter? -
- Jeszcze nie teraz, ale może kiedyś - uśmiechnął się tajemniczo i pocałował ją. W tym momencie nad stołem kuchennym pojawiła się wydra.
"Zostajemy na noc w moim starym domu. Za dużo rzeczy do zabrania i uporządkowania <Ron przestań! Wysyłam do nich patronusa!> Będziemy rano!"
- Chyba możemy przenieść się na górę. - nie męczyli się z wchodzeniem po schodach. Po prostu się teleportowali.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#1

Chłopak spokojnie otworzył oczy. Poczuł jak jego twarz oświetla Słońce i naciągnął koc na głowę. Po chwili jednak ktoś mu ten koc zerwał z głowy.
- Wstawaj leniu! Wszyscy Cię już szukają. Nawet nie wiesz ile osób chce tylko na Ciebie popatrzeć. Chcieliśmy nawet zacząć sprzedawać zdjęcia, ale mama się nie zgodziła. Zresztą wiesz... nie do końca miał mnie kto poprzeć. - Ron popatrzył na Harry'ego oczami, które trochę zdradzały żal i smutek, bo reszta twarzy była wykrzywiona w uśmiechu.
- Nawet teraz nie dadzą mi pospać? - Harry usiadł na łóżku z nie tęgą miną. Jedyne co pamiętał z wczoraj to jak padł do łóżka, wcześniej zjadając kanapkę, którą podrzucił mu Stworek. Dopiero po chwili zaczęły do niego wracać wspomnienia z Bitwy i wszystkich zdarzeń. Przypomniał sobie ciała Remusa, Tonks, Freda i wielu innych osób. Przełknął nerwowo ślinę i popatrzył na przyjaciela.
- Musisz stanąć przed rzeczywistością. Już po wszystkim. Teraz będzie tylko lepiej. - Rudzielec uśmiechnął się miło i poklepał go po ramieniu.
- Co się z Tobą stało? Może powinienem sprawdzić, czy ta optymistyczna gadka nie jest sprawą tego, że jesteś jakimś Śmierciożercą? - obaj wyszczerzyli się do Siebie.
- Chwilę wcześniej to samo powtarzała mi Hermiona, a następnie kazała i w Tobie zaszczepić optymizm. - Harry pokiwał głową i powlókł się do łazienki.
***
W Wielkiej Sali był gwar. Jak gdyby wczoraj wcale nie było tutaj walki. Ludzie siedzieli przy stołach, rozmawiali, jedli. Ciągle było czuć w powietrzu zapach śmierci, a u wielu ludzi w oczach czaił się żal, to wszyscy wydawali się promienieć. Weszli w nową erę. Erę bez Voldemorta. Weasley'owie siedzieli przy stole Gryffindoru. Pani Weasley wciskała w Percy'ego kolejną porcję jajecznicy, a on próbował się wyrywać, co wywoływało blady uśmiech na twarzy George'a. Siedział wyprostowany jak struna koło ojca, którego lekko nieprzytomne spojrzenie błądziło po wszystkich dzieciach. Ginny siedziała obok Hermiony, która opowiadała jej zapewne jakąś historię, dopóki Weasley'ówna nie zobaczyła Harry'ego. Zerwała się z krzesła i pobiegła w jego stronę. Uśmiechnął się do niej i przytulił mocno. Ron, który przez moment poczerwieniał, machnął ręką i usiadł koło Hermiony, która automatycznie się o niego oparła i przymknęła oczy. Ginny poprowadziła chłopaka do stołu i usiedli koło George'a, który przyjrzał się im wzrokiem, który miał w sobie coś takiego, że można było pomyśleć, że nic się nie stało, a on jest w świetnym humorze. Szybko jednak jego mina stężała i zaczął grzebać w swoim jedzeniu. McGonagall weszła na podest dyrektora i wszystkie rozmowy ucichły. Harry domyślił się, że wczoraj nie było żadnej pogadanki, bo wszyscy byli zbyt zmęczeni. 
- Drodzy Obrońcy Hogwartu! Cieszę się widząc Was wszystkich znowu przede mną. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy chcą jak najszybciej opuścić te mury i wrócić do swoich rodzin, bądź ze swoimi rodzinami. - to mówiąc spojrzała lekko karcąco na Molly, która dalej próbowała wciskać jedzenie w Percy'ego, a on coraz żałośniej się wyrywał. Wszyscy byli zaskoczeni, że nie słychać żadnych krzyków. Tylko Ginny i George zanotowali, że Harry już na początku przemowy dyrektorki rzucił na nich zaklęcie wyciszające. - Jest jednak kilka spraw, nie do końca przyjemnych. Po pierwsze Ministerstwo już przejęło wszystkich Śmierciożerców i zamknęło ich w Azkabanie. Tymczasowy Minister Magii pan Shacklebolt wyznaczył jako głównego oskarżonego pana Pottera. Dodatkowe osoby mogą zapisać się u mnie, a ja prześledzę wszystkie zapisy, żeby nie zwalić na sale sądowe zbyt wielu osób. Po drugie, wszyscy którzy polegli w czasie Bitwy, mogą zostać pochowani na terenach zamku. Oczywiście jeśli rodzina chce zabrać... ciało, może to zrobić. Razem z Ministrem doszliśmy do wniosku, że w przyszłym roku szkoła zostanie na nowo otwarta, ale w tym roku - westchnęła ciężko, ale lekko się uśmiechnęła. - wakacje zaczynają się wcześniej. To chyba na dzisiaj tyle. -
Dyrektorka usiadła, a w tym samym momencie wstał Harry, Ron i Hermiona, którzy zaczęli bić brawo. Po nich wstała reszta osób i Harry musiał ściągnąć zaklęcie z pani Weasley i Percy'ego, bo Artur zaczął się dziwnie przyglądać, dlaczego nie słychać ich oklasków. Po chwili wszyscy wrócili do posiłku. 
- Chcę, żeby był tutaj. Koło Dumbledore'a. Należy mu się to, a ja będę mógł tutaj częściej przyjeżdżać. - George patrzył na ojca z zaciśniętymi ustami. Można byłoby pomyśleć, że jest zły, jednak on powstrzymywał płacz. Artur kiwnął głową, a Molly złapała syna za rękę i zalana łzami powtórzyła gest męża. 
- Potter, mogę Cię prosić do gabinetu? - McGonagall stała nad nim. Kiwnął głową. - Pana Weasley'a i pannę Granger również. - 
Całą trójką szli za dyrektorką do gabinetu. Szybko wyczarowała im krzesła i usiedli wpatrując się w nią. 
- Zdaję sobie sprawę, że dla was szczególnie nie była to ciekawa noc, ale jest kilka spraw biurowych do załatwienia. - westchnęła i wbiła wzrok w pergamin na biurku. - Harry, dom na Grimmauld Place 12 został ponownie zabezpieczony wszystkimi zaklęciami. Ministerstwo odzyskało nad nim władzę co znaczy, że spokojnie możesz w nim zamieszkać. Co do bardziej ważnych spraw. Okazało się, że zarówno Remus Lupin, jak i Nimfadora Lupin zostawili testamenty. Wszystko co mieli przepisali swojemu synowi Teddy'emu. - cała trójka ze zrozumieniem kiwnęła głową. - Natomiast jego prawnym opiekunem wraz z ich śmiercią stała się Andromeda Tonks oraz ty, Harry. - Ron parsknął śmiechem, Hermiona otworzyła szeroko oczy, a Harry patrzył się nieprzytomnie w McGonagall.
- Że jak? Jestem za młody. Nie mogę, jak mam wrócić do szkoły? - Ron zwijał się ze śmiechu na krześle, więc Hermiona uderzyła go łokciem w żebra, żeby się opamiętał.
- Jego babcia, którą już powiadomiliśmy o tym fakcie, obiecała opiekować się nim w każdym momencie, kiedy ty będziesz chciał, jak ona to określiła "korzystać z życia". Jednak w testamencie jest wyraźnie napisane, że to ty masz być głównym opiekunem. To chyba na tyle w tym momencie. - uśmiechnęła się do nich przyjaźnie, a oni wyszli z gabinetu, będąc dalej w szoku.
- Zostałem ojcem... - Ron znowu parsknął śmiechem. 
- Och Ron! Nie Harry, ty jesteś tylko jego ojcem chrzestnym. To, że masz się nim opiekować, chyba dasz radę. - chłopak popatrzył się na nią i pokiwał głową. Przed Wielką Salą spotkali całą rodzinę Weasley'ów. 
- Harry będzie ojcem! - Ron krzyknął do swojej rodziny. George zmarszczył brwi i popatrzył się na swoją siostrę, która spłoneęa rumieńcem. - Oszalałeś?! - dodał Ron widząc spojrzenie swojego brata. - Został opiekunem Teddy'ego Lupina. -
Pani Weasley wydała z siebie zduszony krzyk i zaczęła biadolić na tym jak on sobie poradzi, więc Hermiona rzucając karcące spojrzenie na swojego chłopaka zaczęła jej to wszystko tłumaczyć.
- Dasz radę. - Ginny objęła Harry'ego i przytuliła się do niego. - Damy radę. Mogę? - Harry nie wiedział o co jej chodzi, więc zmarszczył brwi, a ona stanęła na palcach i lekko pocałowała.
- Ej! Ja nie chcę być prawdziwym wujkiem! - Ron już chciał ich rozdzielać, ale za ubranie z jednej strony złapała go matka, a z drugiej Hermiona. Cała reszta wybuchnęła śmiechem.